STEFAN OTWINOWSKI (1910-1976)

Ca艂e doros艂e 偶ycie sp臋dzi艂 w Krakowie, ca艂e doros艂e 偶ycie zwi膮za艂 z krakowskim 偶yciem literackim w sensie dos艂ownym i „呕yciem Literackim”, kt贸re wsp贸艂tworzy艂 i wsp贸艂redagowa艂. Kocha艂 stare, male艅kie apteki, prowincjonalne miasteczka i cz臋sto mawia艂: „U nas, w Kaliszu”, cho膰 to „u nas” trwa艂o zaledwie pi臋膰 lat.

J脫ZEF BUJNOWSKI (1910-2001)

Mia艂 22 lata, gdy w za艂o偶onej przez siebie „Smudze”, periodyku studenckim Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie debiutowa艂 artyku艂em o tytule „Problem motywu”. Doktorat J贸zef Bujnowski uzyska艂 w pami臋tnym roku 1956. Praca napisana pod kierunkiem profesor贸w Manfreda Kridla i Zygmunta Lubicz Zaleskiego dotyczy艂a kompozycji utwor贸w dramatycznych Stanis艂awa Wyspia艅skiego.

艁UCJA PINCZEWSKA-GLIKSMAN (1913-2002)

艁ucja Gliksman nosi w sobie ca艂膮 nowoczesn膮 tradycj臋 wiersza polskiego, od Mickiewicza i Ujejskiego poczynaj膮c, na Kasprowiczu za艣 i szczeg贸lnie ulubionym Tuwimie ko艅cz膮c. Jej utwory s膮 precyzyjnie przemy艣lane i sugestywnie zrobione (...)

BEATA OBERTY艃SKA (1898-1980)

Kameleon? Lwowskie dzieci艅stwo i m艂odo艣膰 przetykane rodzinnymi wyjazdami Maryli i Wac艂awa Wolskich do Portugalii, W艂och i Francji. Jak podaje biograf, „w 1933 roku zda艂a egzamin w Pa艅stwowym Instytucie Sztuki Teatralnej i do 1937 wyst臋powa艂a w Teatrach Miejskich we Lwowie”.

SEZON PIERWSZY: PODSUMOWANIE

Pierwszy sezon zostanie zapami臋tany jako wyj膮tkowy jeszcze z jednego powodu: przyni贸s艂 ze sob膮 wyj膮tkowe wydania dzie艂 dw贸ch autorek ocalaj膮ce ich spu艣cizn臋 tw贸rcz膮. Pierwszym z nich by艂y „Listy do Seweryna” Wandy Karczewskiej, drugim – „Drzwi otwarte na nico艣膰” Melanii Fogelbaum.

ANDRZEJ KRZYSZTOF WA艢KIEWICZ (1941-2012)

Mo偶na powiedzie膰, 偶e w trzech dekadach (1960-1980) AKW, przy wsp贸艂udziale Jerzego Leszina-Koperskiego, okaza艂 si臋 jednym z najbardziej efektywnych animator贸w, kronikarzy i interpretator贸w kultury studenckiej oraz m艂odej polskiej poezji – w jej kolejnych, wst臋puj膮cych rocznikach. By艂 Henrykiem Berez膮 nowej liryki.

WINCENTY R脫呕A艃SKI (1938-2009)

R贸偶a艅ski - poeta prowincji jak Mickiewicz, Mi艂osz, m贸wi膮cy, wprost, ale nie na tyle, aby czytelnik wychodzi艂 z jego wierszy z niczym, przeciwnie, mimo klarownego j臋zyka jest w tej poezji podsk贸rna tkanka wymagaj膮ca odr臋bnej interpretacji, wysi艂ku erudyty, znawcy artyzmu znajomo艣ci ukrytego p臋dzla, kt贸rym pos艂uguje si臋 poeta.

RYSZARD BRUNO-MILCZEWSKI (1940-1979)

Przypadek Ryszarda Milczewskiego-Bruna nie by艂by tak wyrazisty i przejmuj膮cy, gdyby nie jego osobny talent j臋zykowy. On my艣la艂 i czu艂 j臋zykiem osobnym, umia艂 dla swojej ekspresji znale藕膰 nowy wyraz, intuicyjnie odnaleziony w potarganej strukturze j臋zyka, kt贸r膮 my ulizujemy w naszym ulizanym 偶yciu.

KAZIMIERZ FURMAN (1949-2009)

Ostatni tom "Brzemi臋" stanowi szczere podsumowanie 偶ycia poety. „To gorzka ksi膮偶ka – wyznaje w ko艅cu Furman – le偶a艂a w szufladzie trzy lata. Grzeba艂em co jaki艣 czas w niej, dodawa艂em, a偶 wyda艂em. To wyb贸r z kilkudziesi臋ciu lat. Jest tam jaki艣 rachunek sumienia, jest wadzenie si臋 z Bogiem (S艂owacki mnie podpu艣ci艂).

WANDA KARCZEWSKA (1913-1995)

Trudno sprecyzowa膰, w kt贸rym momencie uznano pisark臋 za „plebejskiego astrologa” – jak Stanis艂awa Swena Czachorowskiego okre艣li艂 niegdy艣 Jan Marx – sytuuj膮c jej dzie艂a w grupie utwor贸w sprowincjonalizowanych, hermetycznych i kobiecych.

STANIS艁AW SWEN CZACHOROWSKI (1920-1994)

Nie mam w艂asnego mitu – zdradza艂 Czachorowski i niemal natychmiast t艂umaczy艂 – samokrytyka: jest wsp贸艂czynnikiem talentu. Warto艣膰 jej wyst臋puje proporcjonalnie do warto艣ci innych sk艂adnik贸w – inteligencji, wynalazczo艣ci, wra偶liwo艣ci, dobrego smaku, silnej woli, samozaparcia i odwagi.

ANDRZEJ BABI艃SKI (1938-1984)

Poeta tragicznego 艂adu, utalentowany, st艂amszony przez w艂asn膮 niedoskona艂o艣膰, gotuj膮cy si臋 na 艣mier膰, zmierzaj膮cy ku niej 艣wiadomie. Tu i 贸wdzie czytam podobne wywody, zas艂yszane, przeinaczane, deformowane na po偶ytek mitu, sensacji i poczytno艣ci periodyku, portalu internetowego. Mit Babi艅skiego oscyluje pomi臋dzy prawd膮 i nieprawd膮.

JANUSZ 呕ERNICKI (1931-2001)

„Rozpoczyna艂em jako belfer na warmi艅skiej wiosce” – wyja艣nia Marxowi poeta i do艂膮cza – „By艂em te偶 rybakiem, a偶 do po艂amania r臋ki”. I niech to wystarczy za prowizoryczne usprawiedliwienie: „Urodzi艂em si臋 w miasteczku Ciechocinek na Kujawach. Wielokrotnie pr贸bowa艂em st膮d ucieka膰.

MELANIA FOGELBAUM (1911-1944)

Nie ma najmniejszej w膮tpliwo艣ci, 偶e stracili艣my poetk臋 o ogromnym talencie, oryginaln膮 i wci膮偶 wart膮 upowszechnienia. Jedn膮 z tych nielicznych w owych czasach, kt贸ra przynale偶膮c do swojej diaspory, pisa艂a swoje wiersze po polsku.

ZUZANNA GINCZANKA (1917-1944)

Czy rosn膮 jakie艣 kwiaty na bezimiennym grobie Zuzanny, rozstrzelanej tylko dlatego, 偶e nale偶a艂a do rasy hebrajskiej? Nie uczyniono dla niej, dla jej m艂odo艣ci, urody i poezji 偶adnego wyj膮tku. Niekiedy zastanawiam si臋, o czym m贸g艂 my艣le膰, je偶eli w og贸le my艣le膰 by艂 w stanie, 贸w germa艅ski knecht, gdy wpakowa艂 kilka kul z rozpylacza w pi臋kne cia艂o Zuzanny?

ZYGMUNT JAN RUMEL (1915-1943)

Wstawa艂 bardzo wcze艣nie, o pi膮tej rano. By艂y to jedyne godziny przeznaczone na pisanie – oczywi艣cie je偶eli m贸g艂 pozosta膰 w domu”. W styczniu 1943 roku Rumel zosta艂 obwo艂any Komendantem Okr臋gu VIII (Wo艂y艅), w kt贸rym mia艂 organizowa膰 emisariat z Ukrai艅sk膮 Powsta艅cz膮 Armi膮 (UPA) i partyzanckie oddzia艂y samoobrony.

STEFAN NAPIERSKI (1899-1940)

W 艣rodowisku literackim znany by艂 jako Marek Eiger. Rozstrzelano go w Palmirach – Seweryn Pollak i Jerzy Andrzejewski za艣wiadczali niemal jednym g艂osem: krzycza艂 w „budzie” doje偶d偶aj膮cej na miejsce egzekucji. „Nie mog臋 go sobie wyobrazi膰 w wi臋zieniu na Pawiaku”, dodawa艂 ten pierwszy.

ARNOLD S艁UCKI (1920-1972)

„Wydawa艂 si臋 troch臋 szale艅cem – przyznawa艂 z za偶enowaniem Boche艅ski – w 艣rodowisku literackim przezwano go niemal od razu prorokiem. By艂 sam膮 偶arliwo艣ci膮 i chodz膮cym natchnieniem. Cho膰 zapalczywy i nieprzejednany, nie by艂 jednak w tamtych gro藕nych czasach niebezpieczny, a przecie偶 m贸g艂 by膰”

niedziela, 28 pa藕dziernika 2012

Czytelnia: Casus Stanclik (1)




Talat Darvinoglu
Losy poezji Mieczys艂awa Stanclika s膮 tyle偶 znamienne, co osobliwe. Jeszcze przed debiutem by艂 poet膮 „g艂o艣nym”, pisano o nim z uznaniem, w jego poezji widziano szans臋 pokolenia. Tak by艂o do czasu wydania w „Paxie” pierwszego tomu. Potem… potem Stanclik wydawa艂 co roku now膮 ksi膮偶k臋, jedn膮 gorsz膮 od drugiej… O Stancliku pisa艂em kilkakrotnie. Kryszta艂ow膮 kul臋 przywita艂em entuzjastyczn膮 recenzj膮, o pozosta艂ych pisa艂em coraz mniej entuzjastycznie. Nie taj臋, 偶e przemiany tej poezji by艂y dla mnie czym艣 w rodzaju kl臋ski. W pierwszym tomie widzia艂em realizacje idei, kt贸re i mnie by艂y bliskie; potem jego poezja stawa艂a mi si臋 coraz bardziej obca. W jej osobliwych ewolucjach widz臋 jednak co艣 wi臋cej, ni偶 tylko upadek talentu, rozmienionego na drobne, zagubionego w nieustannych repetycjach z samego siebie. Casus Stanclik jest dla mnie egzemplifikacj膮 og贸lniejszej sytuacji. Przedrukowuj膮c te recenzje ksi膮偶ek Stanclika, daj臋 – wierz臋 – nie tylko dokument swoich rozczarowa艅, ale tak偶e swoisty dokument sytuacji m艂odej poezji lat sze艣膰dziesi膮tych. Z pewnego punktu widzenia jest to dokument pouczaj膮cy.

 

Formulista


                W tomie 艁贸dzka Wiosna Poet贸w 1963 Mieczys艂aw Stanclik opublikowa艂 poemat Kryszta艂owa kula (poemat ten wzbogacony g艂osami, z艂o偶y艂 si臋 na debiutancki tom poety).  Zbigniew Bie艅kowski po raz pierwszy u偶y艂 tu nazwy „formulizm” na oznaczenie nurtu dominuj膮cego w艣r贸d debiutuj膮cych w贸wczas poet贸w.
Formulizm nie powsta艂 w pr贸偶ni. Pami臋tajmy, 偶e kilka lat przedtem otrzymali艣my przek艂ady poezji i publicystyki Eliota, 偶e J. S. Sito udost臋pni艂 wiersze angielskich „poet贸w matematycznych”, J. M. Rymkiewicz odwo艂a艂 si臋 do tradycji polskiego baroku, 偶e wydano dwutomow膮 antologi臋 poezji tego okresu. Ale r贸wnocze艣nie pami臋tajmy, 偶e w tym samym czasie nast膮pi艂o powt贸rne odkrycie T. Peipera (g艂o艣ny szkic J. S艂awi艅skiego w „Tw贸rczo艣ci”, 1958, nr 6), 偶e coraz cz臋艣ciej zacz臋to odwo艂ywa膰 si臋 do Norwida. Tradycja, przed kt贸r膮 stan膮艂 poeta, nagle si臋 rozszerzy艂a. Ju偶 nie dokonywano wyboru mi臋dzy tradycj膮 Awangardy i Skamandra. Ju偶 nawet nieistotny sta艂 si臋 sp贸r, jaki stoczyli debiutanci lat 50. ze swoimi poprzednikami – „pryszczatymi”, Peiper ukaza艂 mo偶liwo艣ci s艂owa, Bia艂oszewski – jego kaleko艣膰, Przybo艣 – d膮偶enie do maksymalnego skr贸tu, Bie艅kowski – mo偶liwo艣ci wielos艂owia. Przybo艣 nauczy艂 patrze膰, Eliot – rozumie膰. M艂ody poeta zosta艂 postawiony wobec warto艣ci sprzecznych, kt贸re poznawa艂 w tym samym czasie. Zosta艂 skazany na wyb贸r. Ale r贸wnocze艣nie wiedzia艂, 偶e nie mo偶e wybra膰 tylko jednej tradycji, wiedzia艂, 偶e wybieraj膮c, musi r贸wnocze艣nie przewarto艣ciowa膰. Stanclik, formulista, wybra艂 tradycj臋 Norwida, ale gdy za mistrzem pyta: „A co mam 艣piewa膰? Nie chc臋 by膰 po rzeczy” – wie, 偶e sens tego ponowionego po latach pytania jest inny. 呕e „rzecz”  jest nie tylko „rzecz膮” Norwidowsk膮, ale tak偶e „krzes艂em” Bia艂oszewskiego, „艣ledziem” Grochowiaka. 呕e wybieraj膮c „rzecz”, musi opowiedzie膰 si臋 po stronie kt贸rej艣 z tych poetyk. Ale on nie chcia艂, a raczej nie m贸g艂 by膰 ani reist膮, ani – przyk艂adowo turpist膮. Dla tych poet贸w rzecz by艂a tym jedynem, co si臋 osta艂o po krachu warto艣ci, rzecz sama sta艂a si臋 warto艣ci膮. Pewn膮, niezaprzeczaln膮. Ale poeta nie m贸g艂 pomin膮膰 Eliota, nie m贸g艂 zapomnie膰, 偶e ponawia tradycj臋, 偶e jest ogniwem w 艂a艅cuchu. Musia艂 zacz膮膰 od ocalania warto艣ci najwi臋kszej – kultury.
Je艣li w 艢mierci ptaka odwo艂uje si臋 do do艣wiadczenia turpist贸w, to r贸wnocze艣nie rytmika wiersza przywo艂uje Le艣mianowsk膮 Dziewczyn臋. Tradycja jest wielowymiarowa. Je艣li m贸wi o „cierpliwo艣ci krzes艂a”, powo艂uje Herberta, ale dodaj膮c: „konstrukcji spokoju”, pami臋ta o do艣wiadczeniach Awangardy. Je艣li tworzy obraz daleki od realizmu: „tr贸jk膮tne oko ryby”, to pami臋taj膮c, 偶e w inwokacji pisze: „Bo偶e soli, Jehowo na opoce kredy”. Odczytujemy to jako kontaminacj臋 dw贸ch alegorii: oka w tr贸jk膮cie i ryby. Oba symbole nale偶膮 do kr臋gu symboliki chrze艣cija艅skiej. Pami臋tajmy o mistrzach – przywo艂ywanym expressis verbis Norwidzie i Eliocie. Kula kryszta艂owa da si臋 odczyta膰 i wyinterpretowa膰 w oparciu o warto艣ci chrze艣cija艅stwa. Ale jest tak偶e i przede wszystkim – pr贸b poematu-summy. Alfa – omega, a wi臋c wszystko艣膰. I oto rzecz rozgrywa si臋 pomi臋dzy ryb膮 a ptakiem, sol膮 i kred膮. „Praocean ko艂ysze sen o Pierwszej Rybie”, ale poeta (w Siedmiu ptakach dos艂ownych) jest kreatorem – „wys艂awiaj膮c” ptaka, stwarza go r贸wnocze艣nie. Ale ten sam stworzony ptak zostaje nast臋pnie sprowadzony do „kuli powietrza w kszta艂cie ptaka”, by w ko艅cu ten stworzony „byt momentalny” umar艂 jak Le艣mianowski Znikomek. W Spojrzeniu pi膮tym mamy rzeczy pozorne, pewne:

Ubogi jest m贸j przedzimowy ogr贸d:
bezlistne drzewo – kwitn膮cy kartofel.
Wieszak jest ptakiem, tylko ryby nie ma [...]
Bo tak. Bo zima nadci膮ga ju偶 ostra
jak pisk podeszw膮 rozgniatanej myszy.
W ostatniej r贸偶y sztywnieje kr臋gos艂up
i trzmiel zamieszka艂 w niedomkni臋tym pyszczku.         

Raj „wp艂ywologii”. Nic tu nie jest rzeczywiste. W pierwszym dwuwierszu Bia艂oszewskie krzes艂o zakwita w Grochowiakowski kartofel, wieszak te偶 jest z „Teatru Osobnego”. Zima nadci膮ga na spos贸b Rymkiewiczowski, ale ju偶 mysz jest z Grochowiaka, nawet trzmiela odczytujemy jako aluzj臋 do Spinozy, kt贸ry by艂 pszczo艂膮.
Anty-R贸偶ewicz przeciw okrucie艅stwu 艣wiata stworzy艂 raj idealny. Tu wszystko jest mo偶liwe. „Zr臋czn膮 puent膮 dwa momenty sprzeczne do jednej prawdy sprowadzi艂 poeta”.
Ale stworzony w ge艣cie kreacyjnym ptak nie jest trwa艂y. Poeta-kreator stwarza byty momentalne, rzeczywiste, ale trwaj膮ce tylko na mgnienie. Odwo艂uj膮c si臋 bezpo艣rednio do byt贸w ju偶 stworzonych (krzes艂o, wieszak), musia艂by przyj膮膰 system warto艣ci, kt贸re nie s膮 jego warto艣ciami. W miejsce przedmiotu pojawia si臋 wi臋c formu艂a. Nie s膮dz臋, by by艂a to „tendencja wysuszaj膮ca”. W tej poezji ka偶da rzecz jest wielokrotnie:

W sypkich ga艂臋ziach zbutwia艂y cie艅 ptaka
                I gniazdo, w kt贸rym cisza jajo znosi.

(Spojrzenie si贸dme)

Ju偶 raz w tym poemacie przywo艂ano Le艣mianowsk膮 Dziewczyn臋. Teraz powraca powt贸rnie. Cie艅 i cisza to przecie偶 ponowione cienie i m艂oty. Podobnie jak tamte obdarzone moc膮 dzia艂ania. Ale pami臋tajmy, 偶e poza murem by艂 p艂acz膮cy g艂os, g艂os, kt贸ry w dodatku by艂 g艂osem pustki, pr贸偶ni, a wi臋c „istnia艂 – nie istniej膮c”.
W Stanclikowskim raju mo偶liwo艣ci pojawia si臋 cie艅. Prawda, do kt贸rej poeta sprowadzi艂 „dwa momenty sprzeczne”, brzmi:

W kontek艣cie wiek贸w – jednako niewieczne:
Dusza cz艂owieka i wn臋trzno艣ci kreta.

Dusza nie jest ju偶 dusz膮, jest b艂膮kaj膮c膮 si臋 duszyczk膮 – animula, blandula. Rzecz musi zosta膰 zniszczona, by zaistnia艂a naprawd臋 („Ptaka i ryb臋 w p艂omieniu wypali膰, by czystym g艂osem m贸wili swe imi臋”). Zmiana form gramatycznych jest tu znamienna. Ani ryba, ani ptak nie s膮 sob膮, s膮 formu艂膮, ale przez ni膮 przemawia nie prawda o przedmiocie, ale prawda o cz艂owieku. Poeta nie ma ambicji ukazywania „prawdy 偶yciowej”, wie, 偶e prawda poetycka jest inna. „Najczystsze d藕wi臋ki z kobylego w艂osia, / Sroka si臋 艣mieje z chlebowego drzewa”. Poezja jest konwencj膮, ale i prawda 偶yciowa jest prawd膮 umown膮. Poruszamy si臋 w 艣wiecie stereotyp贸w. Mo偶na je zburzy膰. Ale to b臋dzie znaczy艂o zast膮pienie jednej konwencji inn膮. Konwencja le偶y wszak偶e blisko maniery. „Odk膮d maniera wesz艂a w nasze progi”, nic nie jest pewne. Nawet rzeczy. Bo te te偶 istniej膮 podw贸jnie, s膮 i nie s膮 sob膮.
Poemat, kt贸ry w zamierzeniu mia艂 by膰 poematem o kosmogenezie, mia艂 ukazywa膰 praprzyczyny ziemskiego porz膮dku, mia艂 by膰 obrazem-panoram膮 od kredy po ptaka, okaza艂 si臋 poematem o poezji. Jest to wi臋c w gruncie rzeczy poezja autotematyczna. Buduj膮c swoje formu艂y, wie, 偶e sprawdzaj膮 si臋 one tylko w autonomicznym 艣wiecie poezji.
Poemat Stanclika jest wi臋c nie tyle pr贸b膮 budowy nowego kompletnego 艣wiata poezji (czy to jest dzi艣 mo偶liwe?), ile zbudowania tego 艣wiata z element贸w gotowych. Wiem, 偶e m贸g艂by tu pa艣膰 zarzut stylizatorstwa. Ale nie by艂by on funkcjonalny. Poeta nie wybra艂 jednej tradycji, nie ponawia jej rozwi膮za艅, propozycji; z wielo艣ci przekazanych przez tradycj臋 艣wiat贸w poetyckich buduje nowy. Ka偶dy element tego 艣wiata, ka偶da cegie艂ka, z kt贸rej jest zbudowany, ma swoje punkty odniesienia. Sam poeta jest „lataj膮cym ch艂opcem, synem Dedala z Krety”, obserwuje taniec Nefretete, uto偶samia si臋 z ptakiem, z ryb膮, w ostatecznym rozrachunku tak偶e z „Bogiem Soli […] na opoce kredy”. Jest sob膮 i sob膮 mo偶liwym do pomy艣lenia; tym, czym m贸g艂 by膰. Tradycj臋, kt贸r膮 wch艂on膮艂, uto偶samia z sob膮, ze swoim do艣wiadczeniem wewn臋trznym. Tworzy formu艂y 艣wiata, kt贸re s膮 kontaminacj膮 przekazanych przez tradycj臋 (lub w niej mo偶liwych do zrealizowania) formu艂. Nie stylizuje, raczej w aluzjach wskazuje, 偶e rzecz, kt贸r膮 pisze, istnia艂a ju偶 w przesz艂o艣ci. Ale z tej tradycji buduje po艂膮czenia nowe, wi臋c oryginalne. Nawet w贸wczas, gdy 艣ni o nowym przedmiocie, rzeczy, kt贸rej jeszcze nie ma, 贸w przedmiot jest „j膮drem domy艣lenia”, a wi臋c istnia艂 potencjalnie. Nawet je艣li nie zgodzimy si臋 z tym ostatnim stwierdzeniem, je偶eli za艂o偶ymy, 偶e mo偶emy do tradycji dodawa膰 rzeczy nowe, a wi臋c czynnie si臋 jej przeciwstawi膰, propozycji Stanclika pomin膮膰 nie mo偶na. Jest w najm艂odszej poezji do艣膰 wyj膮tkow膮 – przez sw膮 konsekwencj臋 – pr贸b膮 zbudowania poezji ca艂kowitej.

I 1967

 

Po sukcesie


                Kryszta艂owa kula okaza艂a si臋 sukcesem, wydawca zaproponowa艂 poecie podpisanie umowy na nast臋pn膮 ksi膮偶k臋, ten mia艂 w szufladzie spory plik wierszy pisanych w latach gimnazjalnych; obaj – poeta i wydawca – prze偶ywali w艂a艣nie upojenie sukcesem, poeta przys艂a艂 maszynopis, wydawca podpisa艂 umow臋… Taka, s膮dz臋, jest geneza Zielonej gwiazdy lasu, ksi膮偶ki, kt贸ra ani poecie, ani wydawcy nie przynios艂a chwa艂y. Wi臋kszo艣膰 wierszy pochodzi z okresu, gdy Stanclik by艂 niemal etatowym poet膮 „Kawiarenki poetyckiej”, harcerskiego tygodnika „Na prze艂aj”; by艂 tam poet膮 najlepszym. Wydawca („Pax”) doszed艂 jednak do wniosku, 偶e warto te juwenilia, publikowane zazwyczaj w odpowiednim dziale wyda艅 po艣miertnych, udost臋pni膰 czytelnikowi. Czytelnik wi臋c czyta:

                Jakim, miasto, pozdrowi膰 ci臋 wierszem.
Jakim s艂owem twojej prawdzie sprosta膰,
by zabrzmia艂a, melodi膮 najszczersz膮,
pie艣艅 o ludziach, fabrykach, o mostach.

(Poemat lutowy)

– delektuje si臋 obietnic膮, 偶e poeta „uwieczni” w wierszu m艂od膮 robotnic臋 z fabryki w艂贸kienniczej, zastanawia si臋 nad pytaniem „I czym偶e jest 偶ycie?”, przyjmuje do wiadomo艣ci, 偶e poeta jest r贸wie艣nikiem „Niepodleg艂o艣ci”, 偶e „kocha Miasto”…
Pisz臋 to z gorycz膮; pierwszy tomik Stanclika przywita艂em niemal entuzjastycznie (Por. A.K. Wa艣kiewicz, Formulista, „Tygodnik Kulturalny” 1967, s. 35), drugi zaspokoi艂 wprawdzie moj膮 ciekawo艣膰 badawcz膮, satysfakcji czytelniczych dostarczy艂 jednak mniej ni偶 ma艂o. Jako dokument kszta艂towania si臋 poetyki Zielona gwiazda lasu jest lektur膮 fascynuj膮c膮, jako ksi膮偶ka poetycka jest to zbi贸r w wi臋kszo艣ci banalnych wierszy. Jako poeta „regionalny” i „piewca techniki” Stanclik jest dziecinnie naiwny. Jego apostrofy do robotnika (Apena) nie wykraczaj膮 poza wzory czytanki szkolnej, opisy produkcyjne s膮 zwyk艂膮 poetyzacj膮 (Miasto). Stanclik, poeta eschatologii (cykl Komentarze do 艣mierci), usi艂uje by膰 dowcipny, jest jednak po prostu ma艂o pomys艂owym konceptyst膮. Nie, pocz膮tki tej poezji nie s膮 ol艣niewaj膮ce.

Por.

A.K. Wa艣kiewicz, Casus Stanclik, [w:] tego偶, Modele i formu艂a. Szkice o m艂odej poezji lat sze艣膰dziesi膮tych, Wroc艂aw 1978, s. 154-160.

czwartek, 11 pa藕dziernika 2012

Wanda Karczewska (1913-1995)

Portret W. Karczewskiej
Krzysztof Schodowski


 Polska kultura literacka lat 60. XX wieku poch艂on臋艂a Wand臋 Karczewsk膮, a w ostateczno艣ci – przyczyni艂a si臋 do kolapsu jej pisarskiej spu艣cizny. To ryzykowna hipoteza, lecz w cz臋艣ci uprawomocniona, zw艂aszcza dzi臋ki ukazuj膮cym si臋 w艂a艣nie na rynku wydawniczym listom pisarki do Seweryna Pollaka, poety i jednego z najwybitniejszych t艂umaczy poezji radzieckiej w Polsce. W momencie publikacji Odej艣cia, tj. w 1959 roku, autorka Ludzi spod 偶agli wydawa艂a si臋 ju偶 posiada膰 pe艂ni臋 tw贸rczych predyspozycji. W cz臋艣ci potwierdza艂 to odbi贸r krytyczny drugiej prozy autorki: Anka Kowalska i Marek Skwarnicki okre艣lali senny i imaginacyjny niby-utw贸r Karczewskiej mianem tzw. anty-powie艣ci. Doprawdy, niewiele wi臋cej pozostawa艂o do zrobienia, aby uczyni膰 Karczewsk膮 polsk膮 Nathalie Sarraute. Paralele musia艂y przecie偶 nasuwa膰 si臋 same: wydanie polskie Portretu nieznajomego opublikowa艂 „Czytelnik” w roku wydania Odej艣cia. Utw贸r przet艂umaczy艂a Zofia Jaremko-Pytowska, w艂膮cznie z przedmow膮 Jean-Paul Sartre’a. Przypomnijmy jednak: Karczewska nie musia艂a wcale oczekiwa膰 przek艂adu – zna艂a j臋zyk francuski w stopniu tak dalece rozwini臋tym, 偶e w 1957 roku przet艂umaczy艂a skomplikowany i wielow膮tkowy dramat metafizyczny Georges’a Neveux, pt. Skarga przeciw nieznanemu, a nast臋pnie zaadaptowa艂a go z m臋偶em, Stefanem Drewiczem, na potrzeby Teatru Polskiego w Szczecinie. Mog艂a zatem zna膰 nie tylko Tropismes Sarraute z 1938 roku, lecz tak偶e – wzorcowe dla stylu nowej powie艣ci francuskiej La Jalousie Alaina Robbe-Grilleta z 1957 roku, przet艂umaczone w Polsce dopiero w 1975.
Trudno sprecyzowa膰, w kt贸rym momencie uznano pisark臋 za „plebejskiego astrologa” – jak Stanis艂awa Swena Czachorowskiego okre艣li艂 niegdy艣 Jan Marx – sytuuj膮c jej dzie艂a w grupie utwor贸w sprowincjonalizowanych, hermetycznych i kobiecych. Niema艂膮 rol臋 odegra艂a zapewne bezpardonowa filipika Zygmunta Grenia, kt贸ry w „呕yciu Literackim” z 6 pa藕dziernika 1963 roku usi艂owa艂 skompromitowa膰 temat joyce’owski obecny w trzeciej powie艣ci pisarki, tj. w Wizerunku otwartym. „Komentarze typu alkowianego” – dowodzi艂 zjadliwie Gre艅 – nie wymagaj膮 przecie偶 tak rozbudowanej, literackiej koncepcji psychologicznej, stosowanie narz臋dzi strumienia 艣wiadomo艣ci staje si臋 w tych realizacjach wy艂膮cznie stylizacj膮, a nawet –  m膮c膮cym obraz ornamentem. Zarzuty Grenia powieli艂 i zwielokrotni艂 Julian Rogozi艅ski, kt贸rego w studium na temat G艂臋bokich 藕r贸de艂 (1973) zastanawia艂 nieprzekonuj膮cy obraz m臋skiej sylwetki powie艣ci Karczewskiej: ojca rodziny, Piotra Kamieniarza. W膮tpliwo艣膰 recenzenta mog艂a sta膰 si臋 藕r贸d艂em istotnego sporu literacko-politycznego swoich czas贸w, o ile samej autorce ksi膮偶ki stworzono by warunki do wyg艂oszenia odpowiedniej repliki. Piotr Kamieniarz nie by艂 bowiem polskim modelem Colasa Breugnona – jak zarzuca艂 Karczewskiej Rogozi艅ski – lecz zgodnie z przes艂aniem listu 111-ego, mia艂 „stawa膰 si臋 nad-Breugnonem”: dziwacznym, tragikomicznym wyrazicielem i obro艅c膮 „polskich nadziei roku 1970”. Ten skrz臋tnie maskowany aspekt ostatniej wielkiej sagi powie艣ciowej Karczewskiej zauwa偶y艂 jedynie Stanis艂aw Zieli艅ski – wyimki w艂a艣nie jego recenzji postanowi艂a przedrukowa膰 pisarka w drugim wydaniu powie艣ci (1982).
KS 


29 XII 1976 r.

Drogi Sewerynie,

            nie odzywasz si臋 ani s艂owem, nie wiem, co si臋 z Wami, Warszawistami, porobi艂o, czy ju偶 tak utkn臋li艣cie we w艂asnych sprawach, 偶e nie ma czasu na kilka s艂贸w do przyjaci贸艂 dalekich, ale wiernych? Ja przechodzi艂am przez ten czas ci膮gi losowe: w ubieg艂ym roku 8 miesi臋cy poantybiotykowej dro偶d偶ycy, potem 2 miesi膮ce pakowania si臋 i przeprowadzka, poprzedzone takim chodzeniem za nowym mieszkaniem, 偶e ko艅 by tego fizycznie i nerwowo nie wytrzyma艂; potem nag艂a i niespodziewana 艣mier膰 Stefana w Poznaniu, urz膮dzenie pogrzebu i miesi膮c likwidacji jego i naszych wsp贸lnych papier贸w, bibliotek, rzeczy (podar艂am 45 wiader, 5 du偶ych koszy – szparga艂贸w), przew贸zka do 艁odzi pozosta艂ych rzeczy, potem prawie zawa艂, potem okropne zatrucie pestycydami, p贸藕niej 3 miesi膮ce strachu przed operacj膮 (albo wy艂uskanie guzka, albo rozleg艂a operacja piersi), zako艅czonego zwyci臋stwem natury, kt贸ra sama zlikwidowa艂a nowotw贸r, jak na razie bez 艣ladu, a w ko艅cu 23 listopada – wypadek, a raczej upadek na oblodzonej drodze na plecy i r膮bni臋cie w l贸d ty艂em g艂owy. Wstrz膮艣ni臋cie m贸zgu, st艂uczenie m贸zgu i teraz ci膮gn膮ca si臋 rekonwalescencja pod nadzorem lekarzy.
Wystarczy? Wystarczy.
Ale – postanowi艂am (o ile to pomo偶e), 偶e to ju偶 absolutnie dosy膰! Nie 偶ycz臋 sobie. Chc臋 si臋 zabra膰 do roboty literackiej. Nie tkn臋艂am papieru pi贸rem przez 2 lata – my艣l臋 o powie艣ci. Ale na razie chc臋 sobie (przy mojej ma艂ej rencie ze starego portfelu) u艂o偶y膰 bud偶et wznowieniami i dlatego musz臋 zwr贸ci膰 si臋 do „Czytelnika“ o wznowienie G艂臋bokich 藕r贸de艂. Tylko 偶e tam podobno zasz艂y ju偶 du偶e zmiany, w kt贸rych nie jestem zupe艂nie zorientowana. Czy m贸g艂by艣 z 艂aski swojej, przy dzielnej zach臋cie Pani 呕eni, wzi膮膰 pi贸ro do r臋ki i obja艣ni膰 mnie, kto jest teraz kierownikiem dzia艂u przy wsp贸艂czesnej, po Sprusi艅skim, kt贸ry jak mnie tu informowa艂 kto, przeszed艂 podobno do redakcji literatury obcej? Czy m贸g艂by艣 mnie tak偶e o艣wieci膰 – jak膮 funkcj臋 ma obecnie Ryszard Matuch, pani Szyma艅ska, a z jakimi sprawami mo偶na, trzeba i powinno si臋 zwraca膰 do Dyrektora B臋benka? Mam ja bowiem zamiar wszcz膮膰 starania o w艂膮czenie G艂臋bokich 藕r贸de艂 do tej przed艂u偶onej „Biblioteki XXX-lecia“; kiedy艣 Sprusi艅ski da艂 mi do zrozumienia, 偶e to nie tylko od niego (od „Czytelnika“) zale偶y, ale 偶e wp艂yw na to maj膮 tak偶e inni, jaka艣 Komisja Zarz膮du G艂贸wnego. Zanim powsta艂a Komisja, oddelegowana by艂a do „Czytelnika“ do spraw „Biblioteki XXX-lecia“ p. Auderska, kt贸ra podobno opowiedzia艂a si臋 2 lata temu za zamkni臋ciem listy ksi膮偶ek wcielonych (wkrowionych albo wkonionych) do tej Biblioteki z tym, 偶eby ksi膮偶ki raz wkrowione by艂y stale wznawiane i znajdowa艂y si臋 na rynku. Wzi膮wszy pod uwag臋, 偶e w tej偶e Bibliotece znalaz艂 si臋 w 艁odzi wydany jej Owoc granatu, by艂o to opowiedzenie si臋 za w艂asn膮 spraw膮.
            Je偶eli wi臋c istnieje ta komisja – napisz, kto do niej wchodzi. I czy je偶eli pan Sprusi艅ski nie jest sk艂onny w艂膮czy膰 moich 殴r贸de艂 do tej偶e „Biblioteki“, czy nie by艂oby sensu porozmawia膰 z dyr. B臋benkiem? Porad藕cie, Pollaki, Wandzie, ksi臋偶nej polskiej, kt贸ra jeszcze wprawdzie nie le偶y w naszej ziemi, ale powoli si臋 ku niej nachyla i co艣 tam chce mie膰 utrwalonego za sob膮.
            To jedno. Drugie, kto jest w „Czytelniku” od poezji, czy Ryszard? Mam wiersze jednej, bardzo utalentowanej m艂odej poetki, kt贸rej musz臋 u艂atwi膰 debiut, ale poza 艁odzi膮, bo 艂贸dzki debiut si臋 ma艂o liczy. Tu mo偶na wydawa膰, jak si臋 ma ju偶 ustalone nazwisko, jak np. Gomolicki (wychodz膮 tu jego tzw. Dzie艂a Zebrane, namacha艂 ju偶 co艣 z szesna艣cie powie艣ci). Je偶eli Ryszard jest od poezji – spr贸buj臋 uda膰 si臋 do niego. Ale napisz, gdzie s膮 jeszcze w Warszawie jakie艣 szanse dla naprawd臋 dobrej poetki, kt贸ra kiedy艣 zajmie – s膮dz膮c z jej kilkudziesi臋ciu obecnych wierszy, niez艂e miejsce w艣r贸d naszych poet贸w. Dosta艂a ju偶 wiele nagr贸d na Konkursach dla M艂odych, stypendium Borowskiego, bardzo pozytywnie m贸wi艂 na jakim艣 sympozjum o jej wierszach Burek i B艂o艅ski. To jest Lucyna Skompska, 27 lat, pisze od 7-9 lat, tzn. od 20-ego roku swego 偶ycia.
            I napisz, Sewer, koniecznie co u Was? Jak 呕enia ze zdrowiem i swoj膮 cierpliwo艣ci膮 do 偶ycia i ze swym nader ciekawym pisaniem, jak Ty? Ty, Ty – masz dobr膮 opiek臋 i podpor臋 w 偶yciu! 呕e ja nie spotka艂am takiego 呕eni w swym 偶yciu, tylko tkwi臋 sama w nim jak ko艂ek w rozebranym p艂ocie.
Pewnie dlatego, dla roz(g)rywki wesz艂am do Zarz膮du naszego Oddzia艂u (zanim wstrz膮sn膮艂 mi si臋 m贸zg, kt贸ry si臋 rozlecia艂 i nie by艂o go komu skleja膰), mo偶e mnie r贸偶ne w艂adze zwi膮zkowe i niezwi膮zkowe o to prosi艂y, mnie – satelit臋 warszawskiej opozycji Zarz膮dowej!!! Na domiar wszystkiego (z艂ego) niemal zaocznie wybrano mnie wiceprezesem Federacji Zwi膮zk贸w Tw贸rczych okr臋gu 艂贸dzkiego. Zaocznie, bo zgodzi艂am si臋 telefonicznie na wpis na zast臋pc臋 cz艂onka Zarz膮du najwy偶ej, aby nie by膰 za bardzo wpl膮tan膮 w robot臋, a jednak aby wej艣膰, aby pisarze mogli tam przeze mnie pilnowa膰 swoich spraw. Ale sta艂o si臋 inaczej – i zobaczymy, ile mnie czasu, zdrowia i nerw贸w b臋dzie kosztowa艂o. Mo偶e jednak uda si臋 w Domu 艢rodowisk Tw贸rczych zrobi膰 co艣 dla „lyteratury“, poezji, dramatu – nie tylko 艂贸dzkiego, bo wszak nie zamierzam partyku艂owa膰. Jest tam 艂adna salka z estrad膮.
            Tyle by艂oby wie艣ci o mnie i pyta艅 do Was, a teraz serdecznie Was oboje pozdrawiam. Napiszcie du偶o, ale nie zupe艂nie o wszystkim, bo mi tu czasem ciekawscy s膮siedzi podbieraj膮 listy. Jestem tu „obca”, Komitet Domowy – to inna „skwera”, nienawyk艂a np. do tego, 偶eby kto艣 mia艂 pr贸cz urz臋dowej skrzynki pocztowej na dole, tak偶e skrzynk臋 do list贸w („go艅czych”) na drzwiach. Na pierwszym zebraniu Komitetu Domowego kazano mi zdj膮膰 skrzynk臋 z drzwi, a gdy si臋 zdziwi艂am dlaczego, o艣wiadczono kategorycznie: skrzynka Pani szpeci dom, nikt nie ma, tylko Pani, ka偶demu do list贸w wystarcza zbiorowa skrzynka pocztowa. Powiedzia艂am im, 偶eby rozejrzeli si臋 po 偶yciu, 艣wiecie i innych domach i zapyta艂am, gdzie Pan Prezydent Miasta ma wrzuci膰 sw贸j bilet wizytowy, gdy przyjdzie mnie odwiedzi膰 i nie zastanie w domu. Troch臋 przyg艂upieli, ale dali mi w ko艅cu spok贸j, ale jestem pod lup膮. Komiczne raczej ni偶 偶a艂osne. Ale tu 艂adnie – 90% ciszy wi臋cej ni偶 na Ko艣ciuszki. 10% odliczam na bicie 偶ony przez s膮siada z do艂u, na tubalny g艂os g艂uchej babki krzycz膮cej, a nie m贸wi膮cej i na inne zarazy tego gatunku. Ale poza tym – fajowo!

Wanda.

B臋d臋 w Warszawie dnia 15 I na zebraniu Komisji Socjalnej.

KOMENTARZ:

Stefan Drewicz zmar艂 19 lutego 1976 roku w Poznaniu. Ostatnie lata 偶ycia sp臋dza艂, wyst臋puj膮c na deskach Teatru Polskiego w Poznaniu (w latach 1965-1973, p贸藕niej go艣cinnie – a偶 do 艣mierci) – gra艂 role Laokoona w Achilleis (1968), Durejki w Pier艣cieniu Wielkiej-Damy (1970), Prezesa w Kordianie (1971). „Jest niewymuszony i wytworny w sk膮pym ge艣cie, charakterystyczny w chodzie, wiersz m贸wi znako­micie” – wypowiada艂 si臋 na temat roli Drewicza w Mazepie Andrzej W艂adys艂aw Kral (Szczecin 1957). W serii „Biblioteka Literatury XXX-lecia” partycypowa艂y wydawnictwa warszawskie: „Czytelnik”, Ludowa Sp贸艂dzielnia Wydawnicza, Pa艅stwowy Instytut Wydawniczy i „Pax”, a tak偶e: Wydawnictwo 艢l膮sk (Katowice), Wydawnictwo 艁贸dzkie oraz Wydawnictwo Pozna艅skie. W艣r贸d autor贸w cyklu znale藕li si臋 m. in.: Tadeusz Nowak, Julian Stryjkowski, Bogdan Wojdowski, Jalu Kurek, Roman Bratny, Artur Sandauer i W艂adys艂aw Machejek. W艣r贸d powie艣ci kobiet wyr贸偶niaj膮 si臋 wydania Przyg贸d cz艂owieka my艣l膮cego D膮browskiej, Fantom贸w Kuncewiczowej i Dym贸w nad Birkenau Szmaglewskiej – utwor贸w Karczewskiej brak. 


Irena Szyma艅ska (1921-1999), w latach 1954-1959 pe艂ni艂a funkcj臋 redaktora naczelnego do spraw literatury polskiej Pa艅stwowego Instytutu Wydawniczego, dzi臋ki niej w wydawnictwie dosz艂o do premier dzie艂 Jaros艂awa Iwaszkiewicza (m. in. S艂awa i chwa艂a), Stanis艂awa Dygata (Podr贸偶), Mirona Bia艂oszewskiego (Obroty rzeczy) i Witolda Gombrowicza (jedyne do 1989 roku wydanie Ferdydurke w Polsce). Od 1958 do 1976 roku pe艂ni艂a funkcj臋 zast臋pcy redaktora naczelnego „Czytelnika”. T艂umaczka dzie艂 Stefana Themersona i Georges’a Simenona. Autorka polskiego przek艂adu Upadku Cesarstwa Rzymskiego na Zachodzie Edwarda Gibbona. Stanis艂aw B臋benek (1920-2003), w latach 1964-1967 obj膮艂 stanowisko dyrektora programowego TVP, nast臋pnie – do 1971 roku – pe艂ni艂 funkcj臋 redaktora naczelnego Pa艅stwowego Instytutu Wydawniczego. Prezesem i redaktorem naczelnym „Czytelnika” zosta艂 B臋benek w roku 1975, pozosta艂 na stanowisku do 1989. Jab艂ko granatu Haliny Auderskiej (1904-2000) zosta艂o wydane nak艂adem wydawnictwa „Czytelnik” w 1971 roku, w wydaniu z 1986 roku zosta艂o wzbogacone jednozdaniow膮 not膮 polecaj膮c膮 ksi膮偶k臋: „wstrz膮saj膮ca historia cz艂owieka, kt贸ry przeszed艂 gehenn臋 wywo偶enia i zniemczania dzieci w ramach hitlerowskiej akcji Lebensborn, kt贸ra odcisn臋艂a si臋 pi臋tnem na jego doros艂ym 偶yciu”. 



Lucyna Skompska (1949- ), debiutowa艂a na 艂amach „Tw贸rczo艣ci” w 1969 roku, w 1974 roku za艣 opublikowa艂a w wydawnictwie „Czytelnik” pierwszy tom wierszy pt. Mi艂o艣膰 艣mier膰 totalizator sportowy (funkcjonuj膮cy jako suplement nr 4 do „Nowego Wyrazu”). Po 艣mierci Karczewskiej otworzy艂a w „Tyglu Kultury” dzia艂 sta艂ych felieton贸w zatytu艂owany Od r贸偶 do liter, kt贸rych wsp贸lny zbi贸r wyda艂a w 2006 roku nak艂adem biblioteki miesi臋cznika. Laureatami stypendium im. Tadeusza Borowskiego byli poza Skompsk膮 tak偶e: Marta Tomaszewska (1967), Marianna Bocian (1970), Piotr M眉ldner-Nieckowski (1976) i Marian Kisiel (1989). Tomasz Burek (1938- ), krytyk literacki, historyk literatury, eseista, laureat nagrody im. Stanis艂awa Pi臋taka w 1972 za tom krytycznoliteracki Zamiast powie艣ci (1971) i nagrody „呕ycia Literackiego” w 1974 za Dalej aktualne (1973). W 1976 roku podpisa艂 tzw. memoria艂 101 przeciwko nowelizacjom konstytucji PRL. Jan B艂o艅ski (1931-2009), w latach 50. przedstawiciel krakowskiej szko艂y krytyki literackiej Kazimierza Wyki (obok Ludwika Flaszena, Konstantego Puzyna i Andrzeja Kijowskiego). Fenomen „polskiego pa藕dziernika 1956” opisa艂 B艂o艅ski w tomie Zmiana warty (1961). Znany jako interpretator tw贸rczo艣ci Marcela Prousta – autor szkicu literackiego Widzie膰 jasno w zachwyceniu (1965), a tak偶e jako badacz dzie艂a Witkacego – autor zbioru Stanis艂aw Ignacy Witkiewicz jako dramaturg (1973).
 
KS

 ARTPUB LITERATURA  z dum膮 obejmuje patronatem wydanie List贸w do Seweryna Wandy Karczewskiej.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...